Zniesmaczone jutro.
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
16.04.2019
Nic sie nie zmienilo. Nadal mnie wkurza. Szkoda. Szkoda tego, ze nie rozstalismy sie zanim pojawiło sie dziecko. Uniknelibysmy tego wszystkiego, tego calego cyrku i straty czasu. Nigdy i nic juz nie bedzie takie same. To sie nie uda. W koncu sie rozpadnie. Jak dlugo mozna udawac i to znosic. Ja jestem ta zla przeciez. Bo to ja nie chce sie codziennie kochac. Bo przeciez jak to ja moge byc zmeczona, jak to moge nie miec ochoty, jak to moze mnie nie podniecac jego zachowanie? A no normalnie. Motyle w brzuchu juz minely. Nie podoba mi sie. Juz go nawet nie lubie. Wiec jak to ma miec sens? Wybaczalam wiele, za wiele. I to byl blad. Powinnismy rozstac sie juz dawno temu. Kocham moje dziecko nad zycie i ciesze sie, ze je mam, ale to jednak nie byla dobra decyzja. Ale dobrze, ze jest i bedzie juz na zawsze. Ale on nigdy nie zrozumiej tej milosci. Milosci matki do dziecka.
czwartek, 18 maja 2017
18.05.2017
No wkurza mnie, strasznie mnie wkurza. Chcialabym moc właśnie wygarnac to wszytko ale nie mam komu. Nikt mnie nie zrozumie. Wkurza mnie, że wozi ta swoją babkę dziś na cmentarz. Chlala 4 dni zamiast tego mogła na cmentarz jechać, mógł ją Rysiu zawieźć. Mało tego, daje jej kasę, robi co chce a ona ma go w dupie, ani razu nic mu nie dała, tylko kasę od niego chce. I wkurza mnie to że mówi na moją babkę a jego jest 100 razy gorsza, alkoholiczka stara. I matka pewnie nie była lepsza, obie się dobrały to jak miało być dobrze. I mam wciąż wyrzuty sumienia za tego psiaka z lasu, to przeze mnie go nie wzięliśmy, to ja go nie złapałam i pewnie przeze mnie zdychalam w męczarniach. Tego sobie nei mogę wybaczyc.
środa, 19 grudnia 2012
Obsesyjność.
Tak... Dobrze to wykombinował. Najłatwiej jest zniszczyć człowieka w dobie kryzysu. Czy jestem aż taka słaba, aby nie potrafić się MU sprzeciwić? Hahaha! Nie ma takiej opcji! Za dużo już się wydarzyło.
Wyszłam z domu.Postanowiłam spędzić ten czas w gronie znajomych, bo przecież nie można ciągle żyć w odosobnieniu. Mieliśmy spotkać się "w bazie"- tak nazywaliśmy naszą miejscówkę ze szkolnych lat. Miejsce to naprawdę pozwalało mi się beztrosko śmiać i chociaż na chwilę oderwać się od codziennych problemów, bo nie oszukujmy się, ale ostatni czas nie był najlepszy.
Godzina 20:00. Wszyscy mieli już dawno być w bazie. Zaniepokoiło mnie to. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Alicji. O, nawet odebrała, jak nigdy. Cisza... Próbuję coś do niej mówić, ale nie uzyskuje żadnej odpowiedzi. Dziwne... Może telefon mi szwankuje? Wyłączyłam go i włączyłam ponownie. Tym razem próbuję zadzwonić do Jaśka.
-Halo, Jasiek?!-pytam, prawie krzycząc do telefonu. Nikt nie odpowiada. Co jest?? To naprawdę wydało mi się dziwne. Przecież wszyscy już dawno powinni tu być... Stwierdziłam, że zaczekam jeszcze 10 minut i pójdę po nich osobiście.
Minęło 5, 10 minut. Straciłam już resztki nadziei, że ktoś się zjawi. Odwracam się na pięcie i zmierzam w kierunku Słonecznikowej. Nagle podbiega do mnie zdyszana Kinga. Próbuje coś powiedzieć, ale nie może wydusić z siebie żadnego słowa. Nie wiem co się dzieje. Zaczęła coś gestykulować.
-Kinga! Uspokój się! Spokojnie, już wszystko w porządku.- powtarzam jej, sama w to nie wierząc. Patrzę na nią , ale nic nie rozumiem. Nie rozumiem jej zachowania, jej znaków. O co wgl chodzi? Zaczynam się bać... Kinga zachowuje się jakby nie była sobą. Próbuję ją przytrzymać i uspokoić, ale wyrywa się i ucieka. Gonię ją, ale na marne, co jest dosyć niewiarygodne, bo Kinga nigdy nie była jakoś wyjątkowo sprawna fizycznie. Zatrzymuję się i dzwonię do W. Miło, że rozładowała mi się komórka. Zaczyna się ściemniać, a ja zostaję sama, bez kontaktu z nikim. Oczywiście nie mogłoby obyć się bez moich podejrzeń i teorii spiskowych. Wracając do domu, dręczyły mnie myśli, że za to wszystko odpowiada ON. Czy ma tak potężną moc, aby zapanować nad ludzkim umysłem? I dlaczego to wszystko spotyka mnie?!
Wyszłam z domu.Postanowiłam spędzić ten czas w gronie znajomych, bo przecież nie można ciągle żyć w odosobnieniu. Mieliśmy spotkać się "w bazie"- tak nazywaliśmy naszą miejscówkę ze szkolnych lat. Miejsce to naprawdę pozwalało mi się beztrosko śmiać i chociaż na chwilę oderwać się od codziennych problemów, bo nie oszukujmy się, ale ostatni czas nie był najlepszy.
Godzina 20:00. Wszyscy mieli już dawno być w bazie. Zaniepokoiło mnie to. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Alicji. O, nawet odebrała, jak nigdy. Cisza... Próbuję coś do niej mówić, ale nie uzyskuje żadnej odpowiedzi. Dziwne... Może telefon mi szwankuje? Wyłączyłam go i włączyłam ponownie. Tym razem próbuję zadzwonić do Jaśka.
-Halo, Jasiek?!-pytam, prawie krzycząc do telefonu. Nikt nie odpowiada. Co jest?? To naprawdę wydało mi się dziwne. Przecież wszyscy już dawno powinni tu być... Stwierdziłam, że zaczekam jeszcze 10 minut i pójdę po nich osobiście.
Minęło 5, 10 minut. Straciłam już resztki nadziei, że ktoś się zjawi. Odwracam się na pięcie i zmierzam w kierunku Słonecznikowej. Nagle podbiega do mnie zdyszana Kinga. Próbuje coś powiedzieć, ale nie może wydusić z siebie żadnego słowa. Nie wiem co się dzieje. Zaczęła coś gestykulować.
-Kinga! Uspokój się! Spokojnie, już wszystko w porządku.- powtarzam jej, sama w to nie wierząc. Patrzę na nią , ale nic nie rozumiem. Nie rozumiem jej zachowania, jej znaków. O co wgl chodzi? Zaczynam się bać... Kinga zachowuje się jakby nie była sobą. Próbuję ją przytrzymać i uspokoić, ale wyrywa się i ucieka. Gonię ją, ale na marne, co jest dosyć niewiarygodne, bo Kinga nigdy nie była jakoś wyjątkowo sprawna fizycznie. Zatrzymuję się i dzwonię do W. Miło, że rozładowała mi się komórka. Zaczyna się ściemniać, a ja zostaję sama, bez kontaktu z nikim. Oczywiście nie mogłoby obyć się bez moich podejrzeń i teorii spiskowych. Wracając do domu, dręczyły mnie myśli, że za to wszystko odpowiada ON. Czy ma tak potężną moc, aby zapanować nad ludzkim umysłem? I dlaczego to wszystko spotyka mnie?!
piątek, 1 czerwca 2012
Obsesyjność.
W sumie przestałam myśleć o tym co się wydarzyło. Pewne sytuacje wprawiają mnie w zakłopotanie. Odczuwałam pewien dyskomfort uczuciowy, ale nie dlatego, że się obawiałam JEGO, ale nie wiedziałam co dzieje się w moim sercu. Ciężko było mi ogarnąć moje uczucia. Za dużo się dzieje, za dużo wymagam. Czasami pewne gesty sprawiają , że ludzie zaczynają za dużo odczuwać. Z tego roztargnienia zapomniałam co miałam zrobić. Wszystkie kłopoty stały się nieistotne. Nie skupiałam na NIM nawet najdrobniejszej uwagi. Chciałam to wszystko skończyć, całą ta niepewność , to podirytowanie. Jak zakończyć pewien etap w życiu? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Nie znam odpowiedzi, nie wiem jak przyśpieszyć ten proces.
Znów powiało chłodem. Już wiem, że ON nie cierpi kiedy GO lekceważę, nie okazuję skruchy. Zaczynam nienawidzić samej siebie. Co skłania mnie do takiego działania, takich myśli?
Znów powiało chłodem. Już wiem, że ON nie cierpi kiedy GO lekceważę, nie okazuję skruchy. Zaczynam nienawidzić samej siebie. Co skłania mnie do takiego działania, takich myśli?
sobota, 14 kwietnia 2012
Obsesyjność.
Napełniłam wannę wodą. Powoli weszłam do niej oswajając się z wodą. Położyłam się i rozluźniłam. Piana pokrywała całe moje ciało. Uwielbiam takie kąpiele.Chwila relaksu. Wyłączam się wtedy całkowicie. Leżałam tak dobre pół godziny, kiedy nagle przeszedł mnie dreszcz. Poczułam jakby podmuch wiatru. Piana odsłoniła delikatnie moje piersi. Zaniepokoiłam się. Wychodząc z wanny osłoniłam się ręcznikiem. Osuszyłam nieco swoje ciało, założyłam szlafrok i postanowiłam sprawdzić czym wywołany był ten podmuch.Wychodząc z łazienki coraz bardziej czułam zmianę temperatury. Weszłam do swojego pokoju. Znalazłam źródło przeciągu. Byłam bardzo zdziwiona, ze okno było otwarte, ponieważ wcześniej go nie otwierałam, ale zamknęłam je i poszłam do łazienki wypuścić wodę z wanny.
Kiedy przygotowywałam się do wyjścia zadzwonił telefon. Dzwonił W. Nie była to odpowiednia chwila jednak postanowiłam chwilę z nim porozmawiać. Lubię takie rozmowy. Dają mi poczucie, że ktoś o mnie pamięta i chociaż rozmowy telefoniczne nie dają tego co rozmowa w cztery oczy to i tak się cieszę z każdego telefonu czy sms'a.
Kiedy przygotowywałam się do wyjścia zadzwonił telefon. Dzwonił W. Nie była to odpowiednia chwila jednak postanowiłam chwilę z nim porozmawiać. Lubię takie rozmowy. Dają mi poczucie, że ktoś o mnie pamięta i chociaż rozmowy telefoniczne nie dają tego co rozmowa w cztery oczy to i tak się cieszę z każdego telefonu czy sms'a.
sobota, 31 marca 2012
Obsesyjność.
Budząc się rano, zastanawiałam się czemu nie ma obok mnie W. Zaczęłam przyzwyczajać się do jego obecności. Brakowało mi tego. Każdy jego gest przyprawiał mnie o bezwarunkowy wybuch szczęścia. Moja dusza się radowała. Tego ranka szczególnie brakowało mi jego obecności. Dlaczego nie było go obok mnie? Dlaczego nie odczuwał tego co ja? Uczucie, że muszę zaczekać jeszcze 3 miesiące, aby móc być blisko niego wprawiało mnie w przygnębienie. Chyba najgorzej odczuwam jego brak rankiem, wiedząc, że to kolejny dzień, w którym nie będzie go obok mnie...
Wygramoliłam się z łóżka myśląc o wczorajszej sytuacji. Byłam zaniepokojona faktem, że znów mogę go spotkać. Wczoraj byłam naprawdę przerażona. Włączyłam telewizor, zmieniłam kanał, włączyłam wiadomości. Nie spodziewałam się nic nadzwyczajnego. Obejrzałam najważniejsze fakty sądząc, że wszystko jest w porządku ( jeżeli porządkiem można nazwać wszystkie afery polityczne i wieczne konflikty ludzkie). Wiedziałam, że ON nie zaatakuje. Czułam to. Ciągle gryzło mnie to, co wydarzyło się wczoraj. Bałam się tego wieczoru zostawać sama, ale nie chciałam nikogo narażać. Wiedziałam, że tylko ja mogę stawić mu czoła. Postanowiłam, że na razie postaram się o tym wszystkim nie myśleć i zaczęłam wymyślać sobie zajęcia. Ubrałam się i zaczęłam krzątać się po kuchni. Lubię spędzać tam czas. Wyciągnęłam składniki z lodówki i zaczęłam coś pichcić.Gotowanie sprawia mi przyjemność. Czasami nawet zastanawiałam się czy nie związać z tym przyszłości, jednak chyba zostanę przy hobbystycznym gotowaniu. Dzień mijał, a ja zajęłam się przygotowywaniem jedzenia. Tak się w tym zatraciłam, że w sumie wystarczyłoby tego dla połowy wioski.
Postanowiłam, że wezmę kąpiel i pójdę zanieść sąsiadce trochę tego co dziś zrobiłam.
Wygramoliłam się z łóżka myśląc o wczorajszej sytuacji. Byłam zaniepokojona faktem, że znów mogę go spotkać. Wczoraj byłam naprawdę przerażona. Włączyłam telewizor, zmieniłam kanał, włączyłam wiadomości. Nie spodziewałam się nic nadzwyczajnego. Obejrzałam najważniejsze fakty sądząc, że wszystko jest w porządku ( jeżeli porządkiem można nazwać wszystkie afery polityczne i wieczne konflikty ludzkie). Wiedziałam, że ON nie zaatakuje. Czułam to. Ciągle gryzło mnie to, co wydarzyło się wczoraj. Bałam się tego wieczoru zostawać sama, ale nie chciałam nikogo narażać. Wiedziałam, że tylko ja mogę stawić mu czoła. Postanowiłam, że na razie postaram się o tym wszystkim nie myśleć i zaczęłam wymyślać sobie zajęcia. Ubrałam się i zaczęłam krzątać się po kuchni. Lubię spędzać tam czas. Wyciągnęłam składniki z lodówki i zaczęłam coś pichcić.Gotowanie sprawia mi przyjemność. Czasami nawet zastanawiałam się czy nie związać z tym przyszłości, jednak chyba zostanę przy hobbystycznym gotowaniu. Dzień mijał, a ja zajęłam się przygotowywaniem jedzenia. Tak się w tym zatraciłam, że w sumie wystarczyłoby tego dla połowy wioski.
Postanowiłam, że wezmę kąpiel i pójdę zanieść sąsiadce trochę tego co dziś zrobiłam.
piątek, 30 marca 2012
Obsesyjność.
Zbliżał się wieczór. Nie lubię wieczorów. Zbyt dużo myśli kłębi się w mojej głowie. Wszystko pojawia się przed moimi oczami. Te przemyślenia nie dają mi spokoju. Sama wymyślam swoje scenariusze. Zaczynam myśleć, ze coś jest ze mną nie tak. Coraz częściej wyobraźnia płata mi figle. Tym razem było podobnie. Zapowiadało się jak zawsze, tzn. kakao, pusty pokój i ulubiona książka. Czytając odrywam się od rzeczywistości. Pomaga mi to. Dość poważnie się zaczytałam, jednak ciągle miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam się dość niekomfortowo. Bezwarunkowo spojrzałam w okno."Cholera!" -pomyślałam. Nie, to przecież nie mogła być prawda... Nie mogłam tam nic widzieć. Przestraszyłam się, ale starałam wytłumaczyć sobie, ze to tylko moje przywidzenia. Sama w to nie wierzyłam. Próbując udowodnić, ze tylko mi się wydawało, spojrzałam raz jeszcze w okno. Już teraz wiedziałam wszystko. To był ON. Całe życie ukazało mi się przed oczami. Zamknęłam oczy i prosiłam Boga, aby to był tylko sen, cholerny koszmar. Bałam się otworzyć oczy. Nie drgnęłam. Ogarnęło mnie straszne zimno. Strach wziął górę. Nie było nawet mowy o racjonalnym myśleniu. Mój oddech przyśpieszył. Nie wiedziałam co zrobić. Dom był pusty. Czy krzyki by pomogły? A może wzbudziłabym jeszcze gorszą nienawiść? Postanowiłam, że spojrzę raz jeszcze w okno. Zacisnęłam zęby, wytarłam oczy mokre od łez i popatrzyłam w okno. Stał tam i patrzył na mnie.Widział jak bardzo się go boję. Widział, że ma nade mną władzę. Nie odrywał ode mnie wzroku. Nie mrugał. Byłam przestraszona jego wyrazem twarzy. Sprawiało mu to przyjemność. Czerpał satysfakcję z tego co robił. W pewnym momencie na jego twarzy pojawił się pewny kaprys. Poczułam się wtedy jakaś silniejsza. Coś we mnie pękło. Czułam, ze teraz ON boi się mnie.
Jak to możliwe? Jak mogłam wystraszyć najgroźniejsze stworzenie na ziemi? A może to nie ja go wystraszyłam? I dlaczego nagle zniknął? Dlaczego mnie nie zabił? Nie wiedziałam co myśleć. Zaczęłam obawiać się, że może ze mną jest coś nie tak, może ja mogę być gorsza ode niego? Dręczyłam się pytaniami przez resztę nocy., jednak zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.
Jak to możliwe? Jak mogłam wystraszyć najgroźniejsze stworzenie na ziemi? A może to nie ja go wystraszyłam? I dlaczego nagle zniknął? Dlaczego mnie nie zabił? Nie wiedziałam co myśleć. Zaczęłam obawiać się, że może ze mną jest coś nie tak, może ja mogę być gorsza ode niego? Dręczyłam się pytaniami przez resztę nocy., jednak zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)