sobota, 31 marca 2012

Obsesyjność.

Budząc się rano, zastanawiałam się czemu nie ma obok mnie W.  Zaczęłam przyzwyczajać się do jego obecności. Brakowało mi tego. Każdy jego gest przyprawiał mnie o bezwarunkowy wybuch szczęścia. Moja dusza się radowała. Tego ranka szczególnie brakowało mi jego obecności. Dlaczego nie było go obok mnie? Dlaczego nie odczuwał tego co ja? Uczucie, że muszę zaczekać jeszcze 3 miesiące, aby móc być blisko niego wprawiało mnie w przygnębienie. Chyba najgorzej odczuwam jego brak rankiem, wiedząc, że to kolejny dzień, w którym nie będzie go obok mnie...
Wygramoliłam się z łóżka myśląc o wczorajszej sytuacji. Byłam zaniepokojona faktem, że znów mogę go spotkać. Wczoraj byłam naprawdę przerażona. Włączyłam telewizor, zmieniłam kanał, włączyłam wiadomości. Nie spodziewałam się nic nadzwyczajnego. Obejrzałam najważniejsze fakty sądząc, że wszystko jest w porządku ( jeżeli porządkiem można nazwać wszystkie afery polityczne i wieczne konflikty ludzkie). Wiedziałam, że ON nie zaatakuje. Czułam to. Ciągle gryzło mnie to, co wydarzyło się wczoraj. Bałam się tego wieczoru zostawać sama, ale nie chciałam nikogo narażać. Wiedziałam, że tylko ja mogę stawić mu czoła.  Postanowiłam, że na razie postaram się o tym wszystkim nie myśleć i zaczęłam wymyślać sobie zajęcia. Ubrałam się i zaczęłam krzątać się po kuchni. Lubię spędzać tam czas. Wyciągnęłam składniki z lodówki i zaczęłam coś pichcić.Gotowanie sprawia mi przyjemność. Czasami nawet zastanawiałam się czy nie związać z tym przyszłości, jednak chyba zostanę przy hobbystycznym gotowaniu. Dzień mijał, a ja zajęłam się przygotowywaniem jedzenia. Tak się w tym zatraciłam, że w sumie wystarczyłoby tego dla połowy wioski.
Postanowiłam, że wezmę kąpiel i pójdę zanieść sąsiadce trochę tego co dziś zrobiłam.

piątek, 30 marca 2012

Obsesyjność.

Zbliżał się wieczór. Nie lubię wieczorów. Zbyt dużo myśli kłębi się w mojej głowie. Wszystko pojawia się przed moimi oczami. Te przemyślenia nie dają mi spokoju. Sama wymyślam swoje scenariusze. Zaczynam myśleć, ze coś jest ze mną nie tak. Coraz częściej wyobraźnia płata mi figle. Tym razem było podobnie. Zapowiadało się jak zawsze, tzn. kakao, pusty pokój i ulubiona książka. Czytając odrywam się od rzeczywistości. Pomaga mi to. Dość poważnie się zaczytałam, jednak ciągle miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam się dość niekomfortowo. Bezwarunkowo spojrzałam w  okno."Cholera!" -pomyślałam. Nie, to przecież nie mogła być prawda... Nie mogłam tam nic widzieć. Przestraszyłam się, ale starałam wytłumaczyć sobie, ze to tylko moje przywidzenia. Sama w to nie wierzyłam. Próbując udowodnić, ze tylko mi się wydawało, spojrzałam raz jeszcze w okno. Już teraz wiedziałam wszystko. To był ON. Całe życie ukazało mi się przed oczami. Zamknęłam oczy i prosiłam Boga, aby to był tylko sen, cholerny koszmar. Bałam się otworzyć oczy. Nie drgnęłam. Ogarnęło mnie straszne zimno. Strach wziął górę. Nie było nawet mowy o racjonalnym myśleniu. Mój oddech przyśpieszył. Nie wiedziałam co zrobić. Dom był pusty. Czy krzyki by pomogły? A może wzbudziłabym jeszcze gorszą nienawiść? Postanowiłam, że spojrzę raz jeszcze w okno. Zacisnęłam zęby, wytarłam oczy mokre od łez i popatrzyłam w okno. Stał tam i patrzył na mnie.Widział jak bardzo się go boję. Widział, że ma nade mną władzę. Nie odrywał ode mnie wzroku. Nie mrugał. Byłam przestraszona jego wyrazem twarzy. Sprawiało mu to przyjemność. Czerpał satysfakcję z tego co robił. W pewnym momencie na jego twarzy pojawił się pewny kaprys. Poczułam się wtedy jakaś silniejsza. Coś we mnie pękło. Czułam, ze teraz ON boi się mnie.
Jak to możliwe? Jak mogłam wystraszyć najgroźniejsze stworzenie na ziemi? A może to nie ja go wystraszyłam? I dlaczego nagle zniknął? Dlaczego mnie nie zabił? Nie wiedziałam co myśleć.  Zaczęłam obawiać się, że może ze mną jest coś nie tak, może ja mogę być gorsza ode niego? Dręczyłam się pytaniami przez resztę nocy., jednak zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.

niedziela, 25 marca 2012

Obsesyjność.

Ginęli ludzie. Po raz kolejny odnalezione zostały ciała. Jak wyglądał sprawca? Co łączyło go z ofiarami? Nikt nie znał odpowiedzi na te pytania. Ofiary zostały brutalnie zamordowane. Nie było to morderstwo na tle seksualnym. Zabójca nie używał żadnych narzędzi. Każda osoba została zabita w inny sposób. Pierwsza ofiara nosiła ślady po duszeniu. Inne natomiast miały rany. Każda miała inny kształt. Najczęściej umierały w skutek wykrwawienia. Co mi wiadomo o tych osobach? Nic konkretnego. Teoretycznie znałam ich z widzenia, ale nie rozumiem jaki miały ze sobą związek. To wszystko nie trzymało się kupy. Jedyne co  wiadomo to, że sprawca działał w furii. Jego działania nie były przez niego wcześniej przemyślane. Wszystko robił pod wpływem emocji. Ale co mogło go skłonić do takich czynów?! Chyba wszyscy zadajemy sobie to pytanie. Nikt z nas nie znalazł odpowiedzi.
Ludzie zaczęli się obawiać. Bali się, że mogą zostać zaatakowani. Miasteczko opustoszało. Policja była bezsilna. Nie było nawet żadnych założeń kto mógłby być mordercą. Nie wierzyłam w to, że na miejscu zbrodni nie ma żadnych śladów. Na pewno musiał popełnić jakiś błąd. Przecież to niemożliwe, żeby człowiek, który zabił 7 osób nic  po sobie nie pozostawił. Sprawę zaczęły nagłaśniać media, jednak one starały się nie wzbudzać zbyt dużej paniki.